ABM: Chcemy, by więcej leków było produkowanych w Polsce

6
odpowiedzi
142
wejść
0
ocena
Odpowiedzi [ 6 ]
20
Dodano 1 miesiąc temu
Z pewnością działania mające na celu zwiększenie produkcji leków w naszym kraju wydaje się być bardzo dobrym rozwiązaniem z kilku powodów. Po pierwsze leki, które są produkowane na miejscu nie będą obciążone kosztami związanymi z transportem z tak odległych miejsc jak kraje azjatyckie, co być może przełoży się na ich niższe ceny, co w dzisiejszych czasach z pewnością jest bardzo ważne. Po drugie często zdarza się, że z różnych powodów transport różnego rodzaju produktów, w tym także leków może zostać utrudniony, co przekłada się na to, że oczekiwanie na niektóre leki może ulec wydłużeniu, co z pewnością niekorzystnie może przełożyć się na zdrowie pacjentów.
00
Dodano 1 miesiąc temu
W ostatnim czasie coraz więcej słyszy się o działaniu Agencji Badań Medycznych w naszym kraju. Jakiś czas temu wspominano o tym, że wiele ośrodków badawczych w Polsce będzie mogło liczyć na dofinansowanie, dzięki czemu zarówno rozpoczęcie jak i kontynuowanie projektów naukowych będzie możliwe. Sporą barierą w przypadku licznych działań podejmowanych przez naukowców jest właśnie to, że mają oni odpowiedniej ilości funduszy aby realizować swoje projekty. Z pewnością takie działania w połączeniu ze zwiększoną ilością produkowanych leków mogą przełożyć się na to, że dostępność do nowych generacji leków w naszym kraju będzie dużo większa.
00
Dodano 1 miesiąc temu
Prawidłowa diagnoza i właściwy wybór farmakoterapii nie poprawią zdrowia pacjenta, jeżeli produkty lecznicze nie będą dostępne w aptece. Pandemia COVID-19 ujawniła społeczeństwom krajów europejskich zagrożenia związane z monopolizacją łańcucha dostaw w sektorze farmaceutycznym, zwłaszcza w odniesieniu do substancji czynnych leków generycznych. Dlatego jednym z działań Komisji Europejskiej było opracowanie Strategii Farmaceutycznej dla Europy. Przemysł farmaceutyczny jest jedną z najbardziej rozwojowych branż, stanowi istotny element gospodarek krajów zaawansowanych technologicznie. Tak ważna rola sektora wynika ze znaczenia farmakoterapii w zwalczaniu chorób, z procesów demograficznych (starzenia się społeczeństwa), odporności branży na kryzysy ekonomiczne oraz dużego zaangażowania w badania i rozwój. Pandemia COVID-19 pokazała, jak ważnym elementem bezpieczeństwa narodowego jest przemysł farmaceutyczny. W przypadku załamania łańcucha dostaw, czy to z powodów epidemiologicznych, czy politycznych, lokalizacja w Polsce jedynie fabryk leków gotowych nie będzie wystarczająca dla zapewnienia bezpieczeństwa lekowego obywateli. Dlatego konieczna jest współpraca środowiska naukowego z przemysłem farmaceutycznym i chemicznym dla wzmocnienia krajowego sektora wytwarzania substancji czynnych oraz surowców do ich produkcji. Z uwagi na liczbę niezbędnych substancji czynnych, skalę zapotrzebowania krajowego oraz konieczne inwestycje, problem wymaga rozwiązania na szczeblu europejskim. Działania na poziomie krajowym i międzynarodowym powinny zostać zsynchronizowane w celu zwiększenia bezpieczeństwa lekowego. Początki polskiego przemysłu farmaceutycznego sięgają XIX w. Warto wspomnieć wiodące firmy okresu międzywojennego konkurujące skutecznie z zagranicznymi: Laboratorium Chemiczne Magister Klawe (produkujące m.in. szczepionki przeciw tężcowi, cholerze, tyfusowi i ospie) czy Zakłady Chemiczno-Techniczne Ludwik Spiess i Syn. W 1939 r. działało w Polsce około 500 laboratoriów i zakładów, które pokrywały : całego krajowego zapotrzebowania na leki. Podczas II wojny światowej farmaceuci zatrudnieni w przemyśle wspierali państwo podziemne, np. Henryk Ludwicki w Motorze syntetyzował piorunian rtęci i przekazywał go Armii Krajowej do produkcji spłonek do granatów. Już po wojnie, w 1948 r., Zakłady Chemiczno-Techniczne Ludwik Spiess i Syn opracowały pierwszą polską penicylinę, co rozpoczęło produkcję antybiotyków. Oprócz przedsiębiorstw nastawionych głównie na wytwarzanie produktów leczniczych generycznych, w Polsce rozwijają się firmy prowadzące prace nad lekami innowacyjnymi oraz świadczące usługi badawcze. Spółkami notowanymi na Giełdzie Papierów Wartościowych są m.in. Celon Pharma, Mabion, OncoArendi Therapeutics, Pure Biologics, Ryvu Therapeutics, Selvita, Synektik. W 2020 r. nastąpiła rekordowa dla polskiego sektora farmaceutyczno-biotechnologicznego sprzedaż licencji na rozwijaną cząsteczkę przez OncoArendi za kwotę do 322 mln euro. Ważnymi partnerami przemysłu są też małe i średnie przedsiębiorstwa oferujące specjalistyczne usługi B+R na etapie prac formulacyjnych (np. Laboratorium Generica, Physiolution Polska, Pikralida) czy badań klinicznych (np. BioKinetica, BioResearch Group, CleanScience, MTZ Clinical Research, Scientia Research Institute). W latach 2010–2015 wartość produktu krajowego brutto (PKB) generowanego przez przemysł farmaceutyczny w Polsce rosła, jednak tempo wzrostu było wolniejsze niż przeciętne w gospodarce. W ciągu pięciu lat doprowadziło to do zmniejszenia udziału sektora z ok. 1% do ok. 0,8% PKB. Gdyby produkty farmaceutyczne pochodziły wyłącznie z importu, budżet państwa utraciłby wpływy podatkowe ok. 4,35 mld zł (dane z 2015 r). W 2019 r. eksport branży farmaceutycznej i biotechnologii2 wyniósł 3,7 mld euro i wzrósł o 11% w stosunku do roku poprzedniego. Był to wzrost eksportu dwukrotnie szybszy od ogółu eksportu Polski. Liczba zatrudnionych w branży w latach 2008–2018 wynosiła 21–24 tys. osób (ok. 1% zatrudnionych w przetwórstwie przemysłowym). Branża pośrednio generuje 100 tys. miejsc pracy. W 2018 r. przeciętne wynagrodzenie w branży farmaceutycznej było o 52% wyższe niż w przetwórstwie przemysłowym. Produkcja wyrobów farmaceutycznych jest najbardziej innowacyjną branżą w Polsce – wśród wytwórców wyrobów farmaceutycznych jest 52,0% przedsiębiorstw innowacyjnych, więcej niż wśród producentów komputerów, wyrobów elektronicznych i optycznych (51,6%). Głównym źródłem finansowania działalności innowacyjnej są środki własne (75% w 2018 r.). Przemysł farmaceutyczny jest liderem innowacji produktowych (47%), wyprzedzając produkcję komputerów, wyrobów elektronicznych i optycznych (45%). Innowacje zwiększają dostępność terapii, efektywność stosowania leków i ich bezpieczeństwo przez ograniczenie działań niepożądanych. Innowacje obejmują m.in. nowe składniki leków przyspieszające rozpuszczanie substancji czynnej lub maskujące jej smak, nowe formy podania (np. tabletki do żucia i podpoliczkowe, systemy przezskórne), produkty o przedłużonym uwalnianiu oraz łączące różne substancje lecznicze. Rozwój sektora biotechnologicznego będzie prowadził do wprowadzania na rynek konkurujących cenowo leków biologicznych, co zwiększa ich dostępność (np. przez przejście z programów lekowych do refundacji aptecznej). Krajowi producenci leków w ramach działalności badawczo-rozwojowej współpracują z polskimi naukowcami. W latach 2016–2018 współpracę prowadziło 36% aktywnych innowacyjnie przedsiębiorstw przemysłowych, które najchętniej kooperowały z krajowymi uczelniami. Dla Polski krajowy przemysł farmaceutyczny ma strategiczne znaczenie – gwarantuje ciągłość dostaw i stałą dostępność leków dla pacjentów w umiarkowanych cenach. Obecnie krajowi producenci dostarczają 50% wszystkich refundowanych dziennych terapii, na które Narodowy Fundusz Zdrowia (NFZ) wydaje zaledwie 28% budżetu refundacyjnego. Na listach refundacyjnych jest około 1500 leków krajowych producentów, a 137 z nich nie ma w ogóle odpowiedników. Wśród nich są leki ratujące życie, np. adrenalina, dopamina i atropina. Krajowe firmy są też jedynymi wytwórcami leku wchodzącego w skład zestawu przeciwwstrząsowego, niezbędnego w każdym punkcie szczepień. Wytwarzają produkty stosowane podczas sztucznej wentylacji (pod respiratorami), jak np. midazolam, noradrenalina i fentanyl. Są też kluczowymi producentami antybiotyków parenteralnych stosowanych w profilaktyce okołooperacyjnej. Konkurencją krajowego sektora farmacji i biotechnologii jest przede wszystkim produkcja azjatycka. Te same leki są w Azji wytwarzane taniej, m.in. dzięki skali produkcji czy niższym kosztom pracy. Krajowa polityka refundacyjna opiera się przede wszystkim na kryterium ceny, więc pozycja ekonomiczna firm, dla których rynek polski jest głównym rynkiem zbytu, pogarsza się. Leki niechronione patentem są w Polsce najtańsze w Unii Europejskiej. Średnia cena jednej tabletki leku generycznego i biologicznego równoważnego w Polsce to 0,1 euro, podczas gdy w Austrii czy Włoszech jest to 0,3 euro, a średnia cena w Unii Europejskiej (UE) wynosi 0,18 euro. Leki generyczne są także droższe na Litwie, Łotwie, Węgrzech, Słowacji, Chorwacji, w Bułgarii i w Czechach. Dlatego wskaźnik rentowności branży maleje w Polsce od 2014 r., a w 2017 r. był niższy niż w przetwórstwie przemysłowym. Ograniczenia rozwoju branży wynikają z relatywnie niskiej i malejącej stopy zysku, czego istotną przyczyną jest presja cenowa Ministerstwa Zdrowia. Skutkuje to spadkiem inwestycji i ograniczeniem rozwoju branży. Rynek farmaceutyczny w Polsce charakteryzuje jeden z najniższych w UE poziomów refundacji wydatków na leki ponoszonych przez pacjentów oraz jeden z najwyższych w UE udziałów leków generycznych w wartości sprzedaży. Niewykorzystany potencjał tkwi w instytutach naukowych PAN, Sieci Badawczej Łukasiewicz oraz instytutach nadzorowanych przez Ministerstwo Zdrowia. Wśród nich są placówki badawcze i zespoły cieszące się międzynarodową renomą, posiadające doświadczenie wdrożeniowe i związane z ochroną praw własności intelektualnej. Jednak tematyka badań prowadzonych w instytutach jest rozproszona i niewystarczająco ukierunkowana na wdrożenia, a środowisko naukowe z różnych typów jednostek nie jest zintegrowane. Z perspektywy jednostek naukowych współpraca z przemysłem jest bardziej wymagająca od realizacji grantów, a jednocześnie może być mniej korzystna ekonomicznie, zwłaszcza w przypadku niepowodzenia badań. Także system oceny pracowników naukowych nie promuje współpracy z przemysłem. Budowanie trwałej relacji pomiędzy jednostkami naukowymi a firmami farmaceutycznymi utrudnia obustronny brak zaufania. Występują też bardziej prozaiczne problemy, jak opieszałość w realizacji prac badawczych wynikająca z rozbudowanej administracji i awersji do ryzyka. Europejski Zielony Ład (ang. Green Deal ) wyznacza długoterminowy cel UE – osiągnięcie neutralności klimatycznej do 2050 roku. Dokument ten wprowadza nowy model gospodarczy, polityki sektorowe i systemy ich finansowania. Głównym celem zmian jest przejście do gospodarki o obiegu zamkniętym, powstrzymanie zmian klimatycznych i utraty różnorodności biologicznej. Europejski Zielony Ład dotyczy całej gospodarki, a realizacja jego celów wymaga ogromnych inwestycji, tylko w zakresie klimatu i energii szacowanych na 260 mld euro rocznie. Konieczna jest więc radykalna zmiana struktury przemysłu chemicznego i farmaceutycznego, a reaktywacja wytwarzania substancji aktywnych leków musi być przedmiotem planowania strategicznego na poziomie UE. Szybkie tempo wyczerpywania zasobów kopalnych do celów energetycznych oraz jako surowców w przemyśle chemicznym wydatnie zaważyło na strategiach rozwoju przemysłu w kierunku zrównoważonej ekonomii, opartej na odnawialnych źródłach energii. Wśród postulowanych zmian jest modernizacja przemysłu chemicznego. W popularnej formie zasady zielonej chemii przedstawia się zwykle w 12 punktach. Postulat ten został przyjęty przez polskie środowisko chemiczne jako podstawa racjonalizacji badań o charakterze rozwojowym i wdrożeniowym, pojawiły się też nowe kierunki badań akademickich, inspirowane ideologią „zielonej chemii”. Rozbudowa przemysłu syntez substancji aktywnych leków w UE i w Polsce nie może polegać na uruchomieniu archiwalnych, dwudziestowiecznych technologii. Bazowały one na nieodnawialnych surowcach petrochemicznych oraz katalizatorach i rozpuszczalnikach uznanych obecnie za niezgodne z kryteriami jakości produktów farmaceutycznych. Syntezy leków generycznych można reaktywować wyłącznie w pełnej zgodności z obowiązującymi zasadami prawa farmaceutycznego. Także regulacje odnoszące się do półproduktów farmaceutycznych wytwarzanych w przemyśle chemicznym stały się bardzo restrykcyjne. Tradycyjny przemysł farmaceutyczny wytwarza od 25 do 100 kg odpadów na jeden kilogram substancji aktywnej leku. W przemyśle chemicznym wskaźnik ten nie przekracza 10, a w przetwórstwie petrochemicznym jest na poziomie 0,1. Wysokoodpadowa produkcja jest obecnie nieakceptowalna, więc ponowne uruchomienie produkcji substancji aktywnych wymaga radykalnie nowych technologii, nawet przy założeniu zachowania schematu uprzednio wykorzystywanej reakcji chemicznej. Potencjał innowacji polskiego naukowego środowiska chemicznego jest słabo wykorzystywany w projektach strategicznych, wymagających konsolidacji i koordynacji działań. Mamy w Polsce wiele zespołów aktywnych w badaniach ukierunkowanych na zastosowania „zielonej chemii”. Wykorzystanie dostępnych zasobów wiedzy i innowacji „zielonej chemii” dla wzmocnienia sektora wytwórczości farmaceutycznej wymaga działań skoordynowanych. Modernizacja przemysłu chemicznego i farmaceutycznego powinna korzystać z narzędzi bioinformatycznych i chemoinformatycznych oraz metod sztucznej inteligencji. Szczególnie pomocne w programie rewitalizacji syntez farmaceutycznych powinny okazać się opracowane przez polskich uczonych programy i systemy wspomagania syntez organicznych (Chematica, Synthia), których licencje zakupiły firmy farmaceutyczne ze światowej czołówki. Globalny rynek substancji czynnych jest rynkiem bardzo rozproszonym, trzynastu największych producentów posiada łącznie tylko kilka procent rynku. Na każdym kontynencie oprócz Ameryki Północnej dominują małe przedsiębiorstwa. Takie rozproszenie jest szansą na rozwój dotychczasowych producentów oraz na wejście na rynek nowych podmiotów. Oddzielnej analizy, przekraczającej ramy opracowania, wymaga rynek substancji czynnych w Polsce. Konieczne jest zidentyfikowanie podmiotów wytwarzających substancje czynne (a nie tylko posiadaczy rejestrów), ustalenie liczby wytwarzanych substancji i skali ich produkcji, a także zdefiniowanie niezbędnych do produkcji substratów importowanych spoza UE. Nawet bez szczegółowej analizy można wskazać kluczowe firmy: C producentów syntetycznych substancji czynnych wytwarzających też leki gotowe: – Zakłady Farmaceutyczne Polpharma S.A. – Tarchomińskie Zakłady Farmaceutyczne „Polfa” S.A. – ICN Polfa Rzeszów S.A. C producentów syntetycznych substancji czynnych: – Sieć Badawcza Łukasiewicz – Instytut Chemii Przemysłowej im. Prof. Ignacego Mościckiego (substancje produkowane przez dawny Instytut Farmaceutyczny). Duża liczba substancji czynnych leków i różnorodność ich budowy chemicznej oraz konieczność opłacalności przedsięwzięcia powoduje brak możliwości syntezy wszystkich substancji w jednym kraju Wspólnoty. Problem braku dostępności leków generycznych, wynikający m.in. z braku substancji czynnych, jest od dawna odczuwalny w całej UE. Powodem jest monopolizacja łańcucha dostaw przez kraje azjatyckie, a dla wybranych substancji nawet przez pojedynczych wytwórców. Utworzenie skoordynowanej sieci wytwórców substancji czynnych w Europie zwiększy bezpieczeństwo wszystkich krajów UE. Dlatego, konieczne jest międzynarodowe porozumienie w sprawie wzmocnienia europejskiego sektora wytwarzania substancji czynnych. Zagadnieniami krytycznymi są: wybór kluczowych substancji czynnych, określenie docelowej skali produkcji oraz lokalizacji miejsc wytwarzania. Postulowane działania na rzecz europejskiego bezpieczeństwa lekowego poprzez rozbudowę sektora syntez farmaceutycznych mają charakter apelu o charakterze społeczno-kulturowym zgodnym z ideologią zrównoważonego rozwoju. Wskazujemy konieczność organizacyjnej zmiany sektorowej w obszarze najnowszych technologii, zwłaszcza na styku ze źródłami surowców i półproduktów (substratów), których dostarczycielem jest przemysł chemiczny. Pożądany efekt synergii tych dwóch strategicznych sektorów, charakterystyczny dla państw zaawansowanych technologicznie, w Polsce nie występuje. Lokalny przemysł chemiczny w części technologii syntez organicznych jest całkowicie uzależniony: energetycznie od węgla, a materiałowo od surowców petrochemicznych. Rozwój syntez farmaceutycznych w Polsce powinien mieć miejsce w określonym kontekście ekonomicznym i traktatowym UE, nawiązującym do porozumienia paryskiego i późniejszych postanowień. Rozwój ten jest nadzieją na zmianę anachronicznej zależności surowcowej polskiej chemii od importu ropy naftowej i gazu ziemnego i zwrócenie uwagi na niewykorzystane zasoby biomasy lignocelulozowej jako surowca do platformowych materiałów chemicznych, takich jak: pochodne furanu, alkiloketony, alkilodiole, kwasy dikarboksylowe, keto i hydroksykwasy, laktony etc. Ograniczeniami opracowania są przede wszystkim: brak dostępnych danych dotyczących produkcji substancji czynnych w Polsce oraz dynamicznie zmiany globalnego rynku substancji czynnych, wywołane pandemią Covid-19. Jednak nie powinny one być uzasadnieniem dla zaniechania działań na poziomie krajowym. Kolejna szansa na wzmocnienie krajowego sektora produkcji substancji czynnych może się szybko nie pojawić. Tematem pokrewnym do stworzenia systemu produkcji substancji czynnych w Polsce jest wypracowanie mechanizmów reagowania na sytuacje kryzysowe w dostawach substancji czynnych i/lub substratów do Europy. To problem wyraziście zarysowany w momencie wstrzymania eksportu hydroksychlorochiny przez Indie podczas zwiększonego zapotrzebowania, wywołanego pandemią COVID-19. Z uwagi na ograniczenia rejestracyjne szybka zmiana dostawcy substancji czynnej jest bardzo utrudniona. Kolejnymi zagadnieniami wartym głębszej analizy są wpływ uzależnienia od importu substancji czynnych na politykę zagraniczną oraz na obronność. Warunkiem rozwoju krajowego przemysłu farmaceutycznego jest spójna i wielopłaszczyznowa polityka rządu, wypracowana w dialogu z przedsiębiorcami i środowiskiem naukowym. Racjonalna polityka cenowa powinna umożliwiać firmom nowe inwestycje. Przemysł farmaceutyczny podlega silnym regulacjom zarówno krajowym, jak i unijnym. Szczególnie istotne jest więc, by instytucje podejmujące kluczowe dla branży decyzje – Ministerstwo Zdrowia i jego organy, Ministerstwo Rozwoju, Pracy i Techno logii, Ministerstwo Edukacji i Nauki, a także Ministerstwa Finansów, Obrony Narodowej oraz Spraw Zagranicznych – posługiwały się „wspólnym kompasem”, który powinna stanowić przyjęta i realizowana przez rząd strategia rozwoju sektora. Bardzo cieszy powołanie Zespołu do spraw aktywnych substancji farmaceutycznych przez Ministra Rozwoju, Pracy i Technologii , który może być forum wypracowania wspólnej strategii działania przez wszystkich interesariuszy. Nadzieję na powodzenie działań dają dotychczasowe krajowe sukcesy we współpracy nauki z biznesem, prowadzące do znaczącego obniżenia końcowej ceny leku gotowego. Jako spektakularny przykład można przytoczyć innowacyjne technologie substancji aktywnych z grupy hydroksybisfosfonianów (stosowanych w leczeniu osteoporozy), będące efektem współpracy Politechniki Gdańskiej i firmy Polpharma S.A. Ich wdrożenie pozwoliło Polpharmie zwiększyć efektywność procesów wytwarzania, podnieść konkurencyjność produkowanych substancji i zminimalizować wpływ produkcji na środowisko. Dzisiaj Polpharma S.A. jest światowym liderem w produkcji ryzendronianu sodu. Intencją opracowania jest zainicjowanie szerokiej dyskusji na temat rozwoju syntezy substancji czynnych w Polsce. Doświadczenia związane z pandemią COVID-19, Strategia Farmaceutyczna dla Europy, w powiązaniu z Krajowym Programem Odbudowy, funduszami europejskimi oraz programem Horyzont Europa dają szansę na długofalowe działania. W dobie globalizacji i ze względu na rozwój farmakoterapii trudno sobie wyobrazić, żeby produkcja leków w Polsce pokrywała zdecydowaną większość krajowego zapotrzebowania jak w 1939 roku. Jednak zwiększenie bezpieczeństwa lekowego przez systemowe wzmocnienie krajowego wytwarzania substancji czynnych leków jest strategicznie ważnym zadaniem. Ze względu na aktywność innych krajów europejskich decyzje i działania trzeba podejmować szybko. Inaczej zmarnujemy szansę na rozwój naukowy i gospodarczy oraz na poprawę bezpieczeństwa lekowego pacjentów w Polsce. ( publikacja: Grzegorze Grynkiewicz i wsp.)
20
Dodano 1 miesiąc temu
Nie pierwszy raz słyszymy takie informacje. Resort zdrowia planuje od dawna wprowadzić do polityki refundacyjnej pojęcie „polskiego leku”. Ma to być produkt wytwarzany w Polsce i/lub produkowany z substancji czynnych (API) wytwarzanych w Polsce. W zamian za produkcję "polskiego leku", jego wytwórca ma być wynagradzany w postaci dopłat NFZ do produktu, który będzie kupował pacjent. Zgodnie z propozycją, kwota odpłatności przez pacjenta jest obniżana o 10%, jeżeli lek jest wytwarzany w Polsce albo do jego wytworzenia wykorzystano substancję czynną wyprodukowaną na terenie RP lub o 15%, jeżeli lek jest wytwarzany Polsce z wykorzystaniem substancji czynnej wytwarzanej w Polsce. Koszt tej obniżki jest refundowany przez NFZ. Resort przygotował szacunki, ile aktualnie jest takich leków na rynku. Posłużył się danymi leków z obwieszczenia na 1 marca 2021 r. i na temat obrotu za listopad 2020 roku (przy założeniu, że jeżeli lek jest wydawany w kilku odpłatnościach to w każdej po równo). Obniżenie dopłaty pacjenta dotyczyć będzie 538 produktów. Jeśli chodzi o wysokość tych obniżek, wahają się od 1 grosza do 4,06 zł. W sumie pacjenci mają miesięcznie dopłacać do tych leków mniej o 5,4 mln zł. Co to jest polski lek? Nie ma legalnej definicji. Resort zdrowia próbuje ją wprowadzić do ustawy refundacyjnej i wynika z niej, że chodzi o to, aby jak najwięcej etapów wytwarzania sprowadzić do Polski. Na wykazach refundacyjnych mamy około 4 tys. leków, to te wskazane przez resort stanowiłyby jedną ósmą. Z jednej strony, to sporo, ale nie wiemy, czy chodzi o leki, czy o ich różne prezentacje. Może się okazać, że wśród tych prawie 600 leków połowę stanowią statyny lub inne duże grupy produktów, a tylko nieliczne należą do pozostałych obszarów terapeutycznych. Więc nominalnie dużo, ale jeśli chodzi o terapie, już nie tak wiele. Resort zdrowia przedstawił tylko wyliczenia, bez metodologii i wykazu produktów. Po drugie, przygotowane przez resort zdrowia zestawienie pokazuje, że dopłaty, które mają zachęcać, i pacjenta, i producenta, zaczynają się od 1 grosza. To nie jest kwota, która może stanowić motywację do zamiany leku. W wariancie najbardziej optymistycznym dopłata wyniosłaby 4 zł do leku, co to też nie będzie dość mocnym argumentem. Z zestawień wynika, że na te obecnie refundowane 4,4 tys. leków, tylko 25 jest wytwarzanych Polsce z wykorzystaniem substancji czynnej wytwarzanej w Polsce. Minister liczy, że dzięki propozycjom będzie ich prawie 2 tysiące. Jest to realne? To pokazuje bardzo duży optymizm założeń ministerstwa zdrowia, bo prognozuje się, że aż 1900 leków będzie wytwarzanych w Polsce z polskiego API. Nie wiem skąd takie założenie, bo wskazane dopłaty zaczynające się od 1 grosza, a kończące na 4 zł - nie dają podstaw do takich wniosków. Poza tym projektodawca wskazał oszczędności dla pacjenta i jednocześnie wsparcie dla produktów wytwarzanych w Polsce na poziomie 320 mln zł. Biorąc pod uwagę dane o lekach produkowanych w Polsce, które przedstawił, oszczędności i wsparcie produkcji to rocznie nie 320 mln zł, a 64 mln zł dla całej branży. Tymczasem koszt uruchomienia jednej fabryki substancji farmaceutycznych to około 250 mln zł, a jednej linii produkcyjnej do ich wytwarzania - 100 mln zł....
10
Dodano 1 miesiąc temu
Bardzo ciekawy komentarz. Jednak po dokładniejszym przyjrzeniu się tej sprawie nasuwają się pytania. Nie wszystko wygląda tak kolorowo. Uzależnienie refundacji farmaceutyków od posiadania przez ich producentów ośrodków badawczych i fabryk w Polsce może pogorszyć sytuację pacjentów. Rząd chce, by przy podejmowaniu decyzji o włączeniu medykamentu do refundacji większą rolę odgrywało to, czy jego wytwórca tworzy w naszym kraju miejsca pracy i przykłada się do wzrostu PKB oraz innowacyjności. Część z tych zapisów znalazła się w konsultowanej obecnie nowelizacji ustawy refundacyjnej oraz Strategii na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju wicepremiera Mateusza Morawieckiego. Kłopot w tym, jak pomysły rozwoju gospodarki i nauki przekuć na korzyść, a nie stratę dla pacjentów. Inwestycyjne kryterium w refundacji mogłoby mieć rację bytu, gdyby chodziło wyłącznie o innowacyjne leczenie. Ale z projektu ustawy wynika, że kryteria oceny dotyczą prawie wyłącznie lokalizacji produkcji oraz jej wielkości, a nie tego, czy chodzi o nowatorskie rozwiązania. To może blokować pacjentom dostęp do lekarstw wytwarzanych np. przez mniejsze podmioty. To pacjenci, a nie inwestycje czy nowe miejsca pracy, są kluczowi w przypadku decyzji dotyczących leków. O ile przy ustalaniu podatków można próbować faworyzować firmy prowadzące szerszą działalność w Polsce, to w refundacji powinna liczyć się skuteczność produktu i jego cena. Jak mają być premiowane firmy farmaceutyczne działające w Polsce? Projekt ustawy zakłada, że resort zdrowia będzie zarządzał specjalnym funduszem w docelowej wysokości 200 mln zł rocznie (w przyszłym roku tylko 10 mln zł). Pieniądze następnie trafią do NFZ, a ten będzie musiał je przekazać (w formie dopłaty) na lekarstwa wskazane przez resort zdrowia. W efekcie dotowany specyfik przy ocenie zasadności refundacji będzie wyglądał na tańszy niż w rzeczywistości, a jego szanse w wyścigu o publiczne pieniądze wzrosną (oceniana jest relacja ceny do efektów medycznych). Co więcej, o tym, leki których firm mają być w ten sposób wspierane, zdecyduje wstępnie minister rozwoju. Bo to do niego firma będzie składać wniosek o ocenę swoich inwestycji m.in. w fabryki i badania. Po ocenie dokumentacji firma zostanie zaszeregowana do jednej z kategorii oceniających wpływ jej działania na rozwój Polski. Następnie resort rozwoju swoje rekomendacje prześle do Ministerstwa Zdrowia. Przy rozdzielaniu dodatkowych środków (200 mln zł) będzie obowiązywać zasada, że na każde 10 mln zł pochodzących z wydatków NFZ na refundację przypadać ma 1 mln z funduszu premiującego firmy działające w Polsce. Ma to zachęcić producentów, niezależnie z jakiego są kraju, do działania w Polsce. Tymczasem liczenie na to, że np. małe innowacyjne firmy przeniosą część produkcji lub badań do Polski, jest mało realne. Resort zdrowia podkreśla, że działalność w Polsce firmy farmaceutycznej nie będzie warunkiem otrzymania refundacji. Zarazem dodaje, że będzie mieć wpływ na ocenę, czy finansowanie terapii z publicznych pieniędzy jest opłacalne. Wyjaśnia, że nowy system uwzględni nie tylko nowe inwestycje i innowacje, lecz także czysto produkcyjną działalność firm w poprzednich latach. Jego zdaniem pacjenci zyskają na zmianach. I to potrójnie. Leki produkowane w Polsce mają niższe ceny, a to oznacza, że w ramach budżetu NFZ będzie można zrefundować więcej substancji. Mówi też, że przekazanie przez budżet państwa dodatkowych 200 mln zł na farmaceutyki wybranych firm zwiększy też wydatki na refundacje leków. Jego zdaniem premiowanie działalności w Polsce będzie miało też wpływ na rozwój gospodarki. A gdy PKB rośnie, to rosną też płace i składki na NFZ, a więc jest więcej pieniędzy na leczenie. Jak będzie - czas pokaże.
00
Dodano 1 miesiąc temu
Moim zdaniem to dobre informacje. Ministerstwo powinno pomagać polskim firmom.Pamiętamy przecież deficyty leków w początkowych fazach pandemii.
Strona:1
Liczba głównych odpowiedzi na stronie:  
Dodaj odpowiedź
Aby dodać odpowiedź musisz się zalogować
Toast