Francja: szpitale szykują się na drugą falę Covid-19 i gromadzą zapasy

9
odpowiedzi
272
wejść
0
ocena
Odpowiedzi [ 9 ]
50
Dodano 2 miesiące temu
Myślę, że każdy kraj powinien przygotować się na drugą falę koronawirusa. W marcu Europa została całkowicie zaskoczona skalą tragedii. Nie byliśmy na to przygotowani. Teraz mamy szansę ograniczyć ilość zakażeń i ofiar.
20
Dodano 2 miesiące temu
Też tak uważam. Powinniśmy się uczyć na błędach i zapobiec temu co miało miejsce kilka miesięcy temu. Nie można doprowadzić do sytuacji, że koronawirus będzie tak łatwo mógł się rozprzestrzeniać. Każdy z nas doskonale wie jak należy zapobiegać transmisji wirusa. Stosowanie się jak największej liczby osób do wszelkich zaleceń z pewnością to utrudni. Koronawirus jest jednak w stanie bardzo łatwo się rozprzestrzeniać. Oczywiście nie da się bez przerwy pamiętać o tym, aby nie dotykać oczu, ust i nosa. Czasami po prostu o tym zapominamy. Da się jednak zauważyć, że coraz więcej osób ma w nawyku częste mycie lub dezynfekowanie rąk. Według badań wirus wykazuje działanie neurotopowe. Może to skutkować udarem mózgu, zapaleniem opon mózgowych, a także niedowładem kończyn. Te powikłania w znacznym stopniu mogą obniżyć jakoś życia i całkowicie je odmienić. Warto jest więc minimalizować ryzyko zakażenia.
50
Dodano 2 miesiące temu
Wiedząc jak wyglądała sytuacja podczas pierwszej fali pandemii powinniśmy się do niej odpowiedni przygotować. Dotyczy to moim zdaniem wszystkich krajów bowiem globalne stosowanie się do zaleceń będzie w stanie wyhamować rozprzestrzenianie się wirusa. Według najnowszych badań uległ on już mutacji i różni się od tego, który występował początkowo w Chinach. Jest on teraz bardziej zaraźliwy, ale jak przekonują eksperci nie przyczynia się do tego, że przebieg choroby jest cięższy. Okazuje się nawet, że wraz z jego rozprzestrzenianiem się jego chorobotwórczość mogła ulec zmniejszeniu. Mutacje dotyczą wypustek białkowych, dzięki czemu mogą one w łatwiejszy sposób łączyć się z komórkami gospodarza. Dodatkowo w szybszym tempie mogą namnażać się w górnych drogach oddechowych czyli gardle, jamie nosowej oraz zatokach. Cały czas obserwuje się nowe objawy, które mogą świadczyć o tym, że doszło do zakażenia. Ostatnio mówi się o tym, że mogą pojawić się problemy z połykaniem, które mogą utrzymywać się nawet do kilku miesięcy.
40
Dodano 2 miesiące temu
We Francji na początku pandemii sytuacja była naprawdę trudna, dlatego teraz konieczne jest odpowiednie przygotowanie się na kolejne falę zachorowań. Na temat koronawirusa powstało wiele badań, dzięki którym walka z nim może być dużo łatwiejsza niż przed kilkoma miesiącami. Według Światowej Organizacji Zdrowia koronawirus może przenosić się już nie tylko droga kropelkową ale także powietrzną. Wirus może znajdować się w aerozolu, który jest wydzielany podczas głębokiego oddychania, śpiewania, a nawet rozmowy. A więc do jego transmisji nie jest potrzebny kaszel czy też kichanie o czym była mowa na początku pandemii. Nowe informacje są bardzo ważne, bowiem mogą ograniczyć transmisję wirusa, a przecież o to nam wszystkim chodzi. Nie można zapominać o tym, aby w zamkniętych pomieszczeniach takich jak sklepy, restauracje czy siłownie nosić maseczki i przestrzegać wszelkich obostrzeń. Pamiętajmy o tym, że nosząc maseczki chronimy nie tylko siebie, ale przede wszystkim osoby w naszym otoczeniu.
30
Dodano 2 miesiące temu
Zgadzam się z tym, że nowe doniesienia dotyczące koronawirusa są bardzo ważne podczas obecnej sytuacji. Bardzo ważne jest zwracanie uwagi na objawy, które mogą sugerować, że doszło do infekcji wspomnianym wirusem. Wśród nich wymienia się także wysypkę, która występuje w jamie ustnej. Często towarzyszy ona zmianom skórnym. Jama ustna w przypadku osób z objawami sugerującymi przebieg COVID-19 jest bardzo rzadko badana z uwagi na obawy przed zakażeniem. Jeżeli ktoś zauważy u siebie lub swoich bliskich niepokojące objawy to jak najszybciej powinien skonsultować się ze specjalistą. Warto jednak zaznaczyć, że bez przeprowadzenie testu nie można w stu procentach stwierdzić, czy doszło do infekcji koronawirusem czy innym patogenem. Bardzo ważne jest aby w tym sezonie w szczególności zaszczepić się przeciwko wirusowi grypy, co sprawi, że chociaż zachorowania na grypę ulegną redukcji, a ochrona zdrowia chociaż w pewnym stopniu będzie odciążona.
10
Dodano 1 miesiąc temu
Nie ulega wątpliwościom, że kolejna fala zachorowań na COVID-19 zbliża się wielkimi krokami. Moim zdaniem najważniejsze jest aby w odpowiedni sposób wykorzystać zdobyte przez nas wszystkich doświadczenie. Naukowcy cały czas wymieniają się informacjami na temat koronawirusa. To z pewnością ułatwi walkę z tym wirusem. Naukowcom w ostatnim czasie udało się opracować nanocząsteczkę, która jest w stanie "przyciągać" cząsteczki wirusa, wykazując w stosunku do niego dużo powinowactwo. Jeżeli przyłączy się ona do koronawirusa to przyczynia się do jego obumarcia. W takiej postaci może zostać usunięty przez układ immunologiczny. Wspominana cząsteczka może zostać także wykorzystana w walce z wirusem Ebola, a także wirusem grypy. W przypadku tego drugiego wirusa jest to bardzo ważne chociażby z uwagi na to, że w tym sezonie może dojść do bardzo dużej ilości infekcji wywołanych zarówno grypą oraz koronawirusem. Według naukowców lek ten może być podawany w przystępnej formie na przykład sprayu do nosa. W przypadku pacjentów, którzy są podłączeni do respiratora może on zostać podany bezpośrednio do płuc, co z pewnością zwiększa jego skuteczność.
10
Dodano 25 dni temu
Przed nami okres jesienno-zimowy, o którym z niepokojem kilka miesięcy temu wypowiadali się epidemiolodzy i eksperci chorób zakaźnych. Od kilku tygodni obserwujemy w Europie systematyczny wzrost nowych zakażeń koronawirusem SARS-CoV-2. Szef WHO na region europejski ostrzega, że w najbliższych miesiącach możemy spodziewać się przyrostu liczby zgonów z powodu COVID-19. W ciągu jednego dnia w 55 krajach Europy odnotowano 51 tysięcy zakażeń koronawirusem SARS-CoV-2. To więcej niż podczas szczytów obserwowanych w kwietniu. Prognozy WHO przewidują, że w październiku i listopadzie będziemy mieć do czynienia ze zwiększoną liczbą zgonów z powodu COVID-19. Eksperci z Azji przyznają, że wzrosty zakażeń koronawirusem w Europie są niepokojące, ale jednocześnie nie wierzą, że w miesiącach zimowych koronawirus uderzy w kontynent europejski ze wzmożoną siłą. Co ciekawe, część naukowców tłumaczy, że to co obserwujemy teraz to jedna wielka fala COVID-19, która przetacza się przez cały świat. Również polscy eksperci przekonują, że "nie ma żadnej drugiej fali" i cały czas mamy "jedną i tą samą epidemię". W ostatnich tygodniach liczba nowych zakażeń koronawirusem SARS-CoV-2 gwałtownie wzrosły, nie tylko w Hiszpanii i Francji, ale również np. w Czechach. 11 września w 55 krajach Europy monitorowanych przez WHO odnotowano ponad 51 tys. nowych przypadków zakażeń, co stanowi więcej, niż podczas szczytów zachorowań w kwietniu. W Wielkiej Brytanii z kolei ok. 1/3 nowych przypadków ogłoszonych w sobotę (12 września) dotyczy mieszkańców domów opieki dla osób starszych. Eksperci podkreślają też, że tak naprawdę los Europy będzie zależał od tego, jak rządy i społeczeństwo podejdzie do kontrolowania sytuacji, monitorowania i egzekwowania środków ograniczających transmisję wirusa. Kraje europejskie, które nie dysponowały tak zaawansowanymi systemami śledzenia kontaktów i testowania przypadków, jak np. Korea Południowa czy Singapur, inaczej poradziły sobie z nagłymi wzrostami zakażeń i zgonów z powodu COVID-19. Jeśli rzeczywiście zwizualizujemy sobie COVID-19 jako falę, działania Francji, Wielkiej Brytanii, Hiszpanii czy Polski można porównać do postawienia zapory, która spowodowała, że fala nie szła już z takim impetem w głąb lądu. Udało nam się ograniczyć liczbę zakażeń, wypłaszczyć krzywą, zmniejszyć liczbę zgonów. A potem… zaczęliśmy rozbierać zaporę co sprawiło, że fala COVID-19 znów mogła nabrać rozpędu. Powstrzymywanie transmisji koronawirusa zależy w dużej mierze od dobrego systemu wykrywania przypadków. Znaczącą rolę odgrywa też społeczeństwo przestrzegające zasad dystansowania społecznego i przestrzegania zasad higieny. Zanim zaczniemy myśleć o nagłych wzrostach nowych zakażeń w Europie, jak o drugiej fali, pamiętajmy, że zakażenia odnotowane w większości krajów (może oprócz Niemiec, które od początku prowadziły testy na szeroką skalę) w czasie pierwszej fali są bardzo niedoszacowane. Szacuje się, że w samej Wielkiej Brytanii w szczytowym momencie mogło być nawet 100 000 przypadków zakażeń SARS-CoV-2 dziennie, czyli 20 razy tyle, ile zapisano w oficjalnych statystykach. Polscy specjaliści wciąż powtarzali, że prawdziwa liczba zakażeń w naszym kraju jest kilkukrotnie wyższa niż podają statystyki, a nie wykrywamy ich z powodu niedostatecznej liczby testów. We Francji, która ostatnio zanotowała rekord zakażeń, robi się teraz ok. 1 mln testów tygodniowo. Według ekspertów testowanie na szeroką skalę wypacza statystyki i tak naprawdę wirus rozprzestrzenia się wolniej, niż to miało miejsce wiosną. Testowanie na szeroką skalę przy jednoczesnych znoszeniu kolejnych obostrzeń rzeczywiście powoduje, że tych przypadków zakażeń jest coraz więcej. Jednocześnie eksperci uspokajają, że większość wykrytych przypadków to zakażenia bezobjawowe, a pacjentów hospitalizowanych z powodu ciężkiego przebiegu COVID-19 jest nieporównywanie mniej, niż miało to miejsce na początku pandemii w marcu i kwietniu. W przypadku Polski nie możemy prześledzić pełnego graficznego obrazu tej fali, bo wykonywaliśmy zbyt mało badań identyfikujących zakażenia, ale na pewno jest to cały czas ta sama fala. Jesienny wzrost zachorowań grypopodobnych jest nieuchronny, bo jest obserwowany corocznie. Różnica będzie polegała na tym, że będziemy go pewnie nazywać wzrostem liczby zachorowań "kowidopodobnych". Przebieg COVID-19 w Polsce, podobnie jak i w innych krajach naszego regionu, jest stosunkowo łagodny z niewielką liczbą zgonów. Według komunikatów WHO koronawirus SARS-CoV-2 nie wykazuje niestety sezonowości zachorowań. Owszem, istnieje poważne ryzyko dla sektora opieki zdrowotnej, gdy zakażenia SARS-CoV-2 zaczną się nakładać na infekcję wirusami grypy i grypopodobnymi. Jednak to ryzyko nie dotyczy wyłącznie Polski, ale również innych krajów. Niezależnie od tego czy wzrost zakażeń będziemy nazywać drugą falą czy nie, sezon jesienno-zimowy będzie dla nas prawdziwym wyzwaniem. W celu ograniczenia ryzyka wskazane są powszechne szczepienia przeciwko grypie; nie będą one wpływać na zakażenia SARS-CoV-2, ale mogą ograniczyć szerzenie się wirusa grypy w populacji, a co za tym idzie ryzyko współzakażeń. Nie należy także zapominać o konieczności noszenia maseczek, zwłaszcza w miejscach zamkniętych.
00
Dodano 25 dni temu
Eksperci twierdzą, że wiedza o tym, że koronawirus SARS-CoV-2 może powrócić jesienią, pozwoli się lepiej przygotować na tę ewentualność. Szpitale i placówki medyczne powinny w miarę możliwości uzupełnić zapasy sprzętu ochrony osobistej i materiałów używanych do testów. Społeczeństwo powinno też starać się żyć zdrowiej i przyzwyczaić się do noszenia maseczek w miejscach publicznych, szczególnie jeśli mają objawy infekcji. Myślę, że urzędnicy nadal muszą koncentrować się na zwiększeniu liczby przeprowadzanych testów, śledzeniu kontaktów i izolowaniu chorych. Przecież nadal nie wiemy na ten moment, czy przechorowanie COVID-19 zapewnia odporność i jak długo ta odporność trwa. Wcześniej pojawiły się też głosy, że koronawirus zostanie z nami na dłużej, jeśli nie na zawsze. Otóż, musimy być świadomi, że przynajmniej na ten moment nie ma gwarancji opracowania skutecznej szczepionki w ciągu kilku czy nawet kilkunastu miesięcy. A co za tym idzie, w najbliższej przyszłości będziemy musieli znaleźć inne sposoby na radzenie sobie z tym koronawirusem, jako stałym zagrożeniem.
00
Dodano 25 dni temu
Aby wirus mógł się rozprzestrzeniać, potrzebuje pewnej liczby podatnych i zainfekowanych nosicieli oraz udanej transmisji. Wdrożenie rygorystycznych środków mających na celu blokowanie transmisji wirusa było potrzebne, aby spowolnić pandemię. Druga fala epidemii może być spowodowana mutacją koronawirusa. Bardziej zjadliwy szczep, nawet przy współczynniku R nieco większym od 1 może spowodować wybuch drugiej fali. Jeśli zbiegnie się ona w czasie z sezonem grypowym bardzo obciąży system ochrony zdrowia. Wprowadzenie rygorystycznych obostrzeń: zamykanie granic, zawieszenie działalności placówek edukacyjnych i kulturalnych, ograniczenia w przemieszczaniu się – wszystko to miało na celu opóźnienie i rozłożenie w czasie pandemii COVID-19. W wielu krajach lockdown przyniósł dobry skutek, pandemię udało się opanować, chociaż nie bez strat. Eksperci zgodnie wyrażają zdanie, że zakażenia koronawirusem ponownie wzrosną, gdy skończy się lato. Nie do końca wiadomo, jaka będzie skala tego wzrostu, ale już sam fakt, że może się zbiec w czasie z sezonem grypowym budzi niepokój. WHO przedstawia kilka scenariuszy powrotu COVID-19, w tym ten, że po chwilowym wyciszeniu pojawi się znacznie więcej przypadków choroby. Eksperci ostrzegają, że mimo iż wciąż przeżywamy pierwszą falę pandemii, a liczba przypadków rośnie, musimy być przygotowani na nagły, duży wzrost zakażeń właściwie w dowolnym momencie. Musimy zdawać sobie sprawę z faktu, że wzrost zachorowań może nastąpić w każdej chwili. Nie możemy zakładać, że tylko dlatego, że choroba w wielu krajach jest w fazie wygaszania, a liczba chorych maleje, możemy odpuścić. Według WHO nowy szczyt zachorowań oznaczałby nagły wzrost liczby przypadków, co ponownie przeciążyłoby systemy opieki zdrowotnej i mogło spowodować jeszcze więcej zgonów. W przypadku fali, z którą mamy do czynienia teraz, zachorowania narastają stopniowo. W przypadku szczytu, o którym mówi WHO, chodzi o nagły duży przyrost nowych chorych. Drugi szczyt zachorowań wiązać się może z gwałtownym przyrostem nowych zachorowań, prawdopodobnie po okresie, w którym wskaźnik infekcji uznany zostanie za stabilny. W przypadku drugiej fali infekcje mogą rozwijać się stopniowo i w różnym czasie "atakować" różne regiony świata, tak jak ma to miejsce podczas pierwszej fali. W obu scenariuszach zainfekowana może zostać ta sama liczba osób. Różnica polega na czasie, w jakim to się stanie. Jeśli sprawdziłby się scenariusz ze szczytem, doszłoby do tego, że nagły przyrost zachorowań pokryje się z sezonem grypowym, co poskutkuje przeciążeniem systemów opieki zdrowotnej. A przeciążony system zdrowotny oznacza więcej zgonów, nie tylko z powodu COVID-19 czy powikłań po grypie. Jedynym prawdziwym powodem tłumienia szczytów koronawirusa jest zapobieganie zgonom. Dzięki wypłaszczeniu krzywej system opieki zdrowotnej może zająć się wszystkimi, którzy tego potrzebują. Nagły i duży wzrost zachorowań może utrudnić dostęp do opieki zdrowotnej osobom z chorobami nowotworowymi, cukrzycą i innymi chorobami przewlekłymi, które regularnie polegają na leczeniu szpitalnym. Placówki przeciążone opieką nad pacjentami z COVID-19 mogą też mieć mniej miejsca dla pacjentów po wypadkach lub urazach, co też przyczyni się do niepotrzebnych śmierci. Niestety, cechą charakterystyczną koronawirusów jest ich zdolność do szybkiej transmisji w określonych warunkach. Widać to szczególnie w momencie powstania ogniska w zamkniętej lokalizacji, np. w miejscu pracy czy w domach opieki. W odpowiednich warunkach koronawirus łatwo się przenosi. To ważne, żeby kraje, w których notuje się obecnie niewiele nowych przypadków nie osiadały na laurach. Rządzący powinni mieć z tyłu głowy myśl o tym, że koronawirus wróci i to od ich decyzji będzie zależało, czy druga tura zachorowań będzie przypominała falę i liczba chorych będzie przyrastała stopniowo, czy szczyt, kiedy nagle zachoruje bardzo dużo osób.
Strona:1
Liczba głównych odpowiedzi na stronie:  
Dodaj odpowiedź
Aby dodać odpowiedź musisz się zalogować
Toast