Dodano27 dni temu

NIK: Sieć nie wyciągnęła szpitali z długów

4
odpowiedzi
79
wejść
0
ocena
Odpowiedzi [ 4 ]
00
Dodano 27 dni temu
Próby muszą trwać. Efektywne zarządzanie wyzwaniami ekonomicznymi związanymi ze starzejącym się społeczeństwem to nie tylko kwestia reformy systemu ubezpieczeń zdrowotnych, systemu podatkowego, emerytalnego czy innej dystrybucji środków. Oczywiście reformy te mają duże znaczenie. Jednakże, aby znacznie zmniejszyć obciążenie ekonomiczne spowodowane proporcjonalnie mniejszą liczbą osób młodych w społeczeństwie w stosunku do osób starszych, należy zredukować zbędne koszty i równocześnie maksymalnie wykorzystać potencjał aktywnych obywateli. Wymaga to przemyślanego planu. Niestety sieć szpitali zawiodła, a problem zadłużenia szpitali pozostał. Potrzebujemy wzrostu procentowego PKB przeznaczanego na służbę zdrowia oraz odpowiedniego zarządzania tymi środkami. Plan ten jest jednak wciąż poza zasięgiem.
00
Dodano 26 dni temu
Wydatki na system zdrowia od czterech lat rosną o pięć miliardów złotych rocznie, a mimo to długi idą w górę. I to coraz szybciej. Wygląda na to, że ile by pieniędzy nie dorzucić, to zawsze będzie brakowało. Zadłużenie samodzielnych publicznych zakładów opieki zdrowotnej, uwzględnione w długu sektora finansów publicznych, wzrosło na koniec września do ponad 6,1 mld zł - podało w tym tygodniu ministerstwo finansów. To najwyższy poziom od września 2007 roku. Gros z tego stanowią długi szpitali. I masa zobowiązań wciąż narasta. W ciągu dziewięciu miesięcy tego roku przybyło ich 0,62 mld zł. Ostatnie badania ankietowe Ministerstwa Zdrowia wskazują, że szybko przybywa zobowiązań wymagalnych, czyli takich, po które zaraz się ustawią komornicy, o ile już nie stoją w kolejce. W czerwcu było ich 1,6 mld zł, czyli o 10 proc. więcej niż w marcu. Poprawę sytuacji finansowej szpitali ma przynieść zastrzyk finansów wynikający z ustawy zwiększającej wydatki państwa ma służbę zdrowia do 6 proc. PKB. Trudno jednak uniknąć wrażenia, że każda kolejna suma tonie w systemie i nie widać, żeby wpływała na poprawę jego finansów. Natychmiast jak przybędzie pieniędzy, to rosną i wydatki. I to w większym stopniu, niż wynosi dopływ nowego pieniądza. Być może część placówek przestała wykazywać straty, ale najwyraźniej te, które były na minusie, ten minus jeszcze powiększają. To widać po wzroście zadłużenia.
00
Dodano 26 dni temu
Głośne w ostatnim czasie są przypadki szpitali Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. Z 400 mln zł długu placówek zlokalizowanych przy Lindleya, Banacha i Żwirki i Wigury (szpital pediatryczny) aż 160 mln zł zaciągnięto w parabankach. Żaden bank nie chciał kredytować działalności. Ostatnia z tych placówek okazała się kompletną porażką finansową. Pięknie zbudowany, nowiutki budynek cieszy oko, ale olbrzymia przestrzeń wymaga ogrzewania i utrzymania. Finansowo szpital nie daje rady. Plan konsolidacji trzech placówek WUM ma skończyć się zwolnieniem 600 pracowników, głównie administracyjnych. W październiku doszło do kolejnej wymiany dyrektora. Częste zmiany są też na stanowisku dyrektora szpitala w Grodzisku. Szpital ma kłopoty podobne do szpitali WUM. Ponad 400 mln zł zadłużenia i regularne straty. O takich instytucjach mówi się, że są strukturalnie nieefektywne. Straty mają przypisane do swojego dna. Choć łączne długi największe są w przypadku służby zdrowia w woj. mazowieckim i tu również w ubiegłym roku najwyższa była łączna strata placówek (54 mln zł), to w przeliczeniu na głowę mieszkańca najgorzej wygląda województwo łódzkie. Zadłużenie wynosiło tu na koniec 2017 roku 700 zł na mieszkańca. Czym różni się to województwo od innych? Czy ulokowane są tam mniej rentowne rodzaje działalności szpitalnej? Najwięcej jest tam w przeliczeniu na mieszkańców łóżek na oddziałach: kardiologicznych, gastrologicznych, nefrologicznych i intensywnej terapii. Z czego profil kardiologiczny stanowi największy udział, tj. 2,9 łóżka na 10 tys. mieszkańców (średnia w Polsce 2,3).
00
Dodano 26 dni temu
Aż 80 proc. zobowiązań wymagalnych jest generowanych przez zaledwie 4 proc. szpitali, czyli około pięćdziesięciu placówek - wynika z danych Ministerstwa Zdrowia. Co nie znaczy oczywiście, że ich upadłość poprawiłaby sytuację systemu. Problem jest nie w tym, że kilkadziesiąt jednostek działa źle, ale że trudno działać dobrze w systemie, który określone ceny świadczeń medycznych się wymusza. Za jedne NFZ płaci zbyt mało, za inne powyżej kosztów, a ludziom należą się przecież wszystkie świadczenia. Niektóre, np. w pediatrii, przynoszą straty. Dyrektor szpitala musi je nadrabiać bardziej „dochodową” w danym momencie działalnością. Wycena świadczeń jest odgórna. Urzędnicy starają się oczywiście, żeby była uzasadniona, ale jak z ustalaniem cen produktów za „komuny” - nie da się przewidzieć wszystkiego i wszystkiego uwzględnić. Najlepiej z ustalaniem właściwej ceny radzi sobie rynek, ale większość polityków jak mantrę powtarza, że w służbie zdrowia rynku być, broń Boże, nie może. Wyobrażają sobie tłumy umierających pacjentów, których nie było stać na leczenie. Wersja z podziałem pozyskanych w podatkach środków na pacjentów w postaci bonów leczniczych i zezwolenia indywidualnego decydowania, w których placówkach służby zdrowia mogą je wydać (lub oddać innym potrzebującym), na co i po jakiej cenie, zderza się z konstytucją, gdzie zapisano, że leczenie jest nieodpłatne. Choć sprzeczności nie wiedzieć czemu nie powoduje, że praktycznie nie jest darmowe, bo przecież ściąga się na nie składki ZUS, a i lekarze i pielęgniarki za darmo przecież nie pracują - ktoś za ich usługi jednak płaci.
Strona:1
Liczba głównych odpowiedzi na stronie:  
Dodaj odpowiedź
Aby dodać odpowiedź musisz się zalogować
Toast