We wtorek potwierdzono 239 nowych zakażeń koronawirusem

10
odpowiedzi
283
wejść
0
ocena
Odpowiedzi [ 10 ]
60
Dodano 3 miesiące temu
Cieszę się, że liczba zakażeń spada. Jeszcze niedawno mieliśmy odnotowanych 600 przypadków dziennie - teraz około 230. Oczywiście najlepiej byłoby znaleźć się w gronie krajów które praktycznie pokonały już koronawirusa. Po statystykach widać że takim krajem są na przykład Włochy. Mają obecnie mniej nowych przypadków niż my a pamiętamy co działo się tam jeszcze miesiąc temu. Włoska służba zdrowia dostosowała się do tragedii jaka się tam wydarzyła. Miejmy nadzieję że podobnie wysokie liczby nie pojawią się ponownie jesienią. Wiele osób boi się drugiej fali epidemii ale pamiętajmy o jednym -koronawirus nie jest już dla nas nowy. Nadal nie potrafimy ostatecznie go wyleczyć i wspomagamy się jedynie leczeniem które jest obecnie dostępne jednak jesteśmy przygotowani na uderzenie bardziej niż w marcu. Dlatego mam nadzieję, że z zachowaniem odpowiednich środków ostrożności, uda nam się przetrwać dopóki nie zostanie zarejestrowany lek lub szczepionka.
60
Dodano 3 miesiące temu
Obecnie naszym największym zmartwieniem jest Śląsk. Władze powinny dopilnować, aby górnicy i ich rodziny otrzymali odpowiednią pomoc i opiekę. Wszyscy powinni zostać przebadani, a zarażeni odizolowani od reszty pracowników kopalni. Myślę, że badania przesiewowe w kopalniach niedługo odniosą pożądany skutek i uda się opanować trudną sytuację na Śląsku. Czekam z niecierpliwością na zakończenie pandemii. Życie powinno wrócić do normy. Uważam że wielu z nas dużo bardziej doceni zwykłą codzienność zamiast narzekać na zbyt niskie zarobki lub rutynę. Pandemia dała nam wiele do myślenia. Sądzę, że po opanowaniu sytuacji minie pewien czas i wrócimy do naszych starych nawyków. Plusem jest fakt że choć przez ten krótki czas zastanowimy się nad rzeczami które uważamy za najważniejsze. Być może nie będziemy skupiać się w tak dużym stopniu na naszych nawykach konsumpcyjnych i zastanowimy się nad zdrowiem oraz spędzimy więcej czasu z rodziną gdyż jeszcze do niedawna kontakt ten był bardzo ograniczony.
50
Dodano 2 miesiące temu
W ostatnim czasie wiele mówi się o tym, że koronawirus może przenosić się nie tylko drogą kropelkową, ale także drogą powietrzną. Światowa Organizacja Zdrowia przekazała informacje, że w zamkniętych pomieszczeniach takich jak kluby fitness czy restauracje i sklepy wspomnianą drogą mogą być przenoszone mikroskopijne aerozole, zawierające koronawirusa. Wiąże się to z tym, że zakażona osoba może je transmitować podczas rozmowy, wysiłku fizycznego, a także śpiewania. Nie jest konieczny kaszel czy też kichanie. Pojawienie się takich informacji z pewnością może okazać się skuteczne w walce z koronawirusem, ograniczając jego rozprzestrzenianie się. Bardzo istotną informacją jest to, że mogą one utrzymywać się w powietrzu przez wiele godzin. Jest to więc kolejny argument za tym, że bardzo ważne jest noszenie maseczek, szczególnie w zamkniętych pomieszczeniach po to aby chronić zarówno siebie, a także inne osoby. Pojawienie się takich informacji powinno być związane z wprowadzeniem nowych zaleceń, tak aby liczba zakażonych osób była jak najmniejsza.
40
Dodano 2 miesiące temu
Mówi się o tym, że koronawirus uległ mutacji. Obecnie na świecie w znacznej większości dominuje szczep, który występował początkowo w Chinach. Niepokojącą informacją jest to, że ta postać wirusa jest dużo bardziej zakaźna, ale jak przekonują eksperci nie przyczynia się on do cięższego przebiegu choroby. Związane jest to z tym, że w szybszym tempie dochodzi do jego namnażania w górnych drogach oddechowych (gardle, zatokach, jamie nosowej). Dodatkowo to co powoduje zwiększenie zdolności zakaźnych to to, że doszło do mutacji w białkowych wypustkach wirusów, dzięki którym w łatwiejszy sposób są one w stanie atakować komórki gospodarza. Naukowcy sugerują, że wraz z rozprzestrzenianiem się wirusa, może stawać się on mniej chorobotwórczy. Cały czas nowe badania donoszą, jakie objawy mogą sugerować infekcję koronawirusem. Hiszpańscy naukowcy wykazali, że ponad połowa hospitalizowanych chorych ma trudności z połykaniem. Co więcej, stan ten może utrzymywać się nawet kilka miesięcy od wyleczenia i ustąpienia typowych objawów.
20
Dodano 2 miesiące temu
Cały czas trwają badania, których celem jest zwiększenie szans na walkę z koronawirusem. Ostatnio naukowcom udało się stworzyć nanocząsteczki, które są w stanie "przyciągać" wirusy silniej niż komórki gospodarza. Jeżeli cząsteczka wirusa przyłączy się do nowo opracowanej powierzchni przyczynia się do tego, że dochodzi do jego śmierci. Jak dotąd zostały przeprowadzone tylko wstępne badania ale prawdopodobnie te nanocząsteczki wraz z przyłączonymi do nich wirusami zostaną usunięte przez układ odpornościowy. Warto zaznaczyć, że wspomniany materiał mógłby również znaleźć zastosowanie w przypadki takich wirusów jak Ebola czy wirus grypy. Naukowcy biorący udział w projekcie podkreślają, że ta substancja może być w stosunkowo prosty sposób podawany do organizmu na przykład jako spray do nosa. Pacjenci, którzy natomiast są pod respiratorem mogą mieć go podany bezpośrednio do płuc. Miejmy nadzieję, że w niedalekiej przyszłości uda wprowadzić ten lek do warunków klinicznych i będzie on obarczony jak najmniejszymi działaniami niepożądanymi.
10
Dodano 2 miesiące temu
Jak się okazuje koronawirus może być dużo groźniejszy niż początkowo zakładano. Ostatnio przeprowadzone badania sugerują, że może on przyczynić się do poważnych uszkodzeń obwodowego i centralnego układu nerwowego. Może objawiać się to pod postacią niedowładów kończyn, a w poważniejszych przypadkach zapalenia opon mózgowych i udaru mózgu. Nowy wirus jest pochodną wirusów, które przyczyniały się do wcześniejszych epidemii- MERS oraz SARS-CoV. Są to wirusy neurotopowe, a więc są w stanie wnikać do mózgu. Od jakiegoś czasu mówi się o tym, że na skutek infekcji koronawirusem może dochodzić do zaburzeń węchu oraz smaku. Wirus poprzez opuszkę węchową jest w stanie wnikać do centralnego układu nerwowego, gdzie powoduje uszkodzenie dróg nerwowych odpowiedzialnych za węch oraz smak. Są to kolejny dowody na to, że wirusa nie można bagatelizować, co miało miejsce na początku epidemii, zwłaszcza przez młode osoby, które jak się okazuje, aktualnie coraz częściej ciężko przechodzą infekcję.
10
Dodano 2 miesiące temu
Epidemia nie wygasa. Nie da się ukryć bezpośredniego powiązania między poluzowaniem restrykcji a pojawianiem się kolejnych ognisk i wzrostem zachorowań. Współczynnik reprodukcji wirusa wynosi aktualnie w Polsce 1,11. Co to znaczy i czy mamy powody do obaw? Ten wskaźnik (R0) oznacza liczbę osób, które w danej populacji mogą być zarażone przez jedną osobę zainfekowaną koronawirusem (objawowo czy też bezobjawowo). Jeśli współczynnik wynosi np. 2, to oznacza, że jeden zakażony może zarazić dwie kolejne osoby. Im wyższa jest wartość R0, to oznacza, że tym szybciej wirus się rozprzestrzenia. W Polsce wartość tego współczynnika oscyluje od jakiegoś czasu w okolicach 1, ale są województwa np. łódzkie, w których przekracza on 2 – to wskazuje, że epidemia nie wygasa i ma potencjał do wywołania kolejnej fali. Żeby mówić o tym, że epidemia wygasa, współczynnik musiałby spaść sporo poniżej 1. Patrząc na naszych zachodnich sąsiadów, możemy prognozować, że będzie on rósł. W Niemczech przed tygodniem notowano wartość 1,17, a teraz jest już na poziomie 2,8. Widać więc, że epidemia zaczęła nawet przyśpieszać. O tym zresztą informował niedawno przewodniczący WHO. Wiąże się to ze zniesieniem obostrzeń. Nie da się ukryć bezpośredniego powiązania między poluzowaniem restrykcji a pojawianiem się kolejnych ognisk i wzrostem zachorowań. Z Polski, w tym z województwa lubelskiego, docierają już sygnały o zakażeniach na weselach, komuniach, mszach. Jest to wynik dopuszczenia organizacji wydarzeń dla większej grupy osób. W takiej sytuacji, kiedy epidemia jeszcze nie wygasła, kolejnych zakażeń będzie coraz więcej. To nieuniknione. Trudno przewidzieć, jaką wartość osiągnie współczynnik reprodukcji wirusa w Polsce, ale na pewno możemy spodziewać się wzrostu. Wirus nie zniknie, wbrew temu co już sądzi duża część społeczeństwa. Zaklinanie rzeczywistości i chodzenie bez maseczek niewiele tu pomoże. Taka sytuacja utrzyma się prawdopodobnie do jesieni, kiedy spodziewany jest wysyp zachorowań i kolejna fala epidemii.
10
Dodano 2 miesiące temu
Światowa Organizacja Zdrowia ostrzega, że koronawirus „może nigdy nie zniknie“. Rośnie obawa przed drugą i trzecią falą zakażeń. Jeśli świat będzie w szybkim tempie znosił dotychczasowe restrykcje wynikające z pandemii, przez naszą planetę może przetoczyć się kolejna globalna fala zakażeń. Ostatno Dyrektor do spraw sytuacji nadzwyczajnych Światowej Organizacji Zdrowia, uważa, że wirus prawdopodobnie nigdy nie zniknie. Ten wirus może stać się wirusem endemicznym w naszych społeczeństwach. Nie zapominajmy o tym, że wiele innych wirusów, na przykład HIV, nigdy nie zniknęło. Wynaleziono jedynie lekarstwa, które pomagają trzymać ich rozprzestrzenianie się pod kontrolą i umożliwiają ludziom koegzystencję z wirusami. Tylko niewiele śmiertelnych wirusów, na przykład czarną ospę, udało się całkowicie wyeliminować. Inne wirusy i bakterie nadal są wśród nas. Niektóre powracają, jak zakażenia bakterią gruźlicy. Czasem druga fala pandemii jest gorsza od pierwszej. Tak było z grypą hiszpanką w 1918 roku. Pojawiała się falami, aż w końcu odpłynęła w 1920 roku. Czy zatem nie powinniśmy mieć więcej cierpliwości? I przedłużyć lockdown? Idealne byłoby przestrzeganie co najmniej dwutygodniowych przerw pomiędzy poszczególnymi fazami łagodzenia ograniczeń (odpowiednio do okresu wylęgania się COVID-19). W Niemczech to nierealne – szkoły otwarto zaledwie cztery dni po przywróceniu zajęć dla wyższych klas. Rząd scedował decyzje związane ze szkołami na władze krajów związkowych i gmin. Kolejna rekomendacja: śrubę należy zacząć ponownie dokręcać, gdy tylko w danym regionie w ciągu tygodnia pojawi się 50 nowych zakażeń na 100.000 mieszkańców. Niektórzy badacze uważają, że ta liczba jest przesadzona. Istnieje bowiem wysokie ryzyko, że dopuszczenie do tak wielu nowych zakażeń będzie skutkowało przeciążeniem systemu opieki zdrowotnej. Wówczas na wyhamowanie pandemii może być za późno. Jeśli do tego dojdzie, trzeba będzie pozamykać miasta. Znów ustaną zajęcia w szkołach, stanie gospodarka. Znów będziemy się starać jak najszybciej pokonać kolejny lockdown. Gdy liczba zakażeń zacznie spadać, wówczas ponownie będziemy łagodzić restrykcje. Obieg, w którym trzeba będzie nauczyć się funkcjonować. Niektórzy wirusolodzy wychodzą z założenia, że powracający cyklicznie wirus w kolejnych mutacjach jest słabszy i rzadziej prowadzi do śmierci. Przyczyną nie jest jedynie fakt, że rośnie liczba osób, u których występuje odporność. By się rozwijać, wirus potrzebuje gospodarza, czyli człowieka. Według raportu opublikowanego w 2006 roku wszystkie rodzaje grypy, która atakuje ptaki i ssaki od czasu hiszpanki z 1918 roku, to pochodne wirusa z tamtych czasów. Już teraz widać zwiastuny kolejnej fali pandemii koronawirusa. Chiny i Rosja odnotowują nowe zachorowania, a nawet w Korei Południowej, chwalonej za zwalczenie pierwszej fali wirusa, ludzie znów zarażają się SARS-CoV-2. Teraz, gdy na północnej półkuli latem Grecja i Hiszpania otwierają się na turystów, druga fala prędzej czy później może do nas dotrzeć. Kolejna fala infekcji pociągnęłaby za sobą kolejną fazę restrykcji.
10
Dodano 2 miesiące temu
Musimy założyć, że wirus nadal będzie mógł się rozprzestrzeniać, fałszywą nadzieją jest powiedzieć, że tak, zniknie jak grypa, choć liczymy, że tak się stanie. Czekając na upały, warto stosować się do podstawowych zaleceń dotyczących higieny, aby nie dopuścić do zarażenia i rozwinięcia się choroby zakaźnej COVID-19. Koronawirus SARS-CoV-2 to wirus należący do dużej rodziny koronawirusów (coronaviridae). Mogą one powodować choroby u ludzi i zwierząt. U ludzi koronawirusy powodują infekcje dróg oddechowych, od zwykłego przeziębienia do poważniejszych chorób, takich jak bliskowschodni zespół niewydolności oddechowej (MERS) czy zespół ciężkiej ostrej niewydolności oddechowej (SARS). Pochodzący z Wuhan koronawirus powoduje chorobę zakaźną Corona-Virus-Disease-2019 (COVID-19). Bazując na stanowisku Światowej Organizacji Zdrowia (WHO - World Health Organization) okres od zarażenia chorego i początkiem występowania u niego objawów wynosi od jednego dnia do 14 dni, a najczęściej jest to około 5-6 dni. Warto zaznaczyć, że choroba może przebiegać bezobjawowo, ale takie osoby są również źródłem zakażenia. Długi okres wylęgania, do 14 dni, sprawia, że chory może nieświadomie zarażać. Łatwość roznoszenia się wirusa czyni go niebezpiecznym. Jak przenosi się koronawirus? Wirus rozprzestrzenia się drogą kropelkową poprzez kropelki śliny lub wydzielinę z nosa, gdy zakażona osoba kicha lub kaszle. Zarazić można się też pośrednio przez kontakt z powierzchnią, na której wirus się znajduje, a następnie dotykamy ust, nosa lub oczu. Aktualnie dostępne dane wskazują na to, że wirus może przetrwać kilka godzin a nawet dni na różnych powierzchniach i sprzętach. Kontakt z wydalinami chorego (wydzielina dróg oddechowych, łzy, kał) też może spowodować zarażenie koronawirusem SARS-CoV-2. Potwierdzono, że najbardziej narażone na rozwinięcie ciężkiej postaci choroby są osoby starsze (powyżej 60. roku życia), te z obniżoną odpornością oraz chorujące przewlekle. Szczególnie na: choroby układu sercowo-naczyniowego, nowotwory, astmę, nadciśnienie, choroby płuc, cukrzycę. Częściej chorują mężczyźni niż kobiety, zwłaszcza palący papierosy. Wczesne objawy koronawirusa SARS-CoV-2 bardzo przypominają symptomy zachorowania na grypę. Są to wysoka gorączka, kaszel (przeważnie suchy), trudności w nabraniu powietrza i duszność. Podobnie jak w przypadku grypy przebieg COVID-19 jest zróżnicowany: od bezobjawowego przez łagodną chorobę układu oddechowego, po ciężkie zapalenie płuc połączone z zespołem ostrej niewydolności oddechowej lub niewydolnością wielonarządową. Mimo wielu podobieństw, należy zaznaczyć, że koronawirus z Wuhan i wywołana przez niego choroba COVID-19 nie są grypą. Ten wirus to nie SARS, nie MERS, to nie jest grypa. Jest to unikalny wirus z wyjątkowymi cechami. Między nowym koronawirusem i grypą są duże podobieństwa - to choroby układu oddechowego, które rozprzestrzeniają się drogą kropelkową. Zgromadzone przez WHO informacje wskazują na taką samą drogę szerzenia się zakażenia grypą i koronawirusem dotyczą roznoszenia się choroby. Według danych, które posiadamy dotychczas, COVID-19 nie rozprzestrzenia się tak łatwo jak grypa. Podczas, gdy wiele osób na świecie wykształciło odporność na szczepy grypy sezonowej, COVID-19 jest nowym wirusem, na który nikt nie posiada odporności. Oznacza to, że więcej osób jest podatnych na infekcje i u większej liczby choroba będzie miała poważny przebieg. Panującej pandemii koronawirusa towarzyszy wiele niewiadomych. Niedawno w mediach pojawiły się opinie, że wraz z ociepleniem zachorowalność spadnie. Naukowcy badają nowego koronawirusa i jego związek z upałem, mając nadzieję, że w ciepłych miesiącach, podobnie jak grypa, będzie się on słabiej rozprzestrzeniał. Eksperci ds. chorób zakaźnych twierdzą, że czynniki powodujące dezaktywację innych wirusów latem mogą w podobny sposób wpływać na SARS-CoV-2. Na razie nie ma jednak żadnej pewności wystąpienia takiego scenariusza. Nawet, jeśli roznoszenie się wirusa spowalnia wraz ze wzrostem temperatury, nie znaczy to, że zniknie on na stałe. Wirus utrzymuje wysoki poziom namnażania w tropikalnych miejscach o dużej wilgotności, takich jak Guangxi i Singapur. W Australii, gdzie obecnie jest lato i panują wysokie temperatury, koronawirus również zbiera ofiary – dowód na to, że ciepła pogoda niekoniecznie ograniczy epidemię. Możemy jednak spodziewać się niewielkich spadków zaraźliwości SARS-CoV-2 przy cieplejszej, wilgotniejszej pogodzie. Wiele podobieństw COVID-19 i grypy sprawiło, że pojawiły się błędne założenia. Obie choroby przenoszone są w ten sam sposób, czyli drogą kropelkową oraz przez bliski kontakt z zarażoną osobą. Grypa osiąga szczyt aktywności między grudniem a lutym. Patogen wydaje się rozprzestrzeniać najszybciej w 8,72 stopniach Celsjusza Natomiast ciepła i wilgotna pogoda utrudnia roznoszenie się choroby drogą kropelkową. Słabnięcie aktywności grypy latem nie świadczy o tym, że wirus umiera od wyższych temperatur. Staje się po prostu mniej groźny. Zakładając taki scenariusz w przypadku koronawirusa, może on zniknąć latem, a wrócić ponownie jesienią. Koronawirus SARS-CoV-2 jest wirusem jeszcze niewystarczająco poznanym. Naukowcy wciąż nie wiedzą, jak będzie się on zachowywać w ciepłych miesiącach. Biorąc jednak pod uwagę jego podobieństwo do innych koronawirusów, można ze sporym prawdopodobieństwem przewidzieć jego zachowanie. Do tej pory nie ma dowodów na to, że SARS-CoV-2 wykaże znaczną sezonowość zimową, taką jak inne ludzkie koronawirusy na półkuli północnej. Musimy być przygotowani na takie informacje, jak te podane w artykule powyżej.
00
Dodano 2 miesiące temu
Kolejne doniesienia mówią o tym, że stwierdza się nowe objawy, które mogą być charakterystyczne w przypadku zakażenia koronawirusem. Jednym z nich jest wysypka w jamie ustnej. Zwykle jest ona obserwowana u osób, które mają także zmiany na skórze. Warto zaznaczyć, że wielu pacjentów z objawami choroby COVID-19 nie ma badanej jamy ustnej z uwagi na obawy przed zakażeniem. Każda informacja na temat objawów jest bardzo ważna ponieważ pacjenci, a także personel medyczny będzie bardziej wyczulony na symptomy, które mogą pojawić się po infekcji koronawirusem. Kilka miesięcy informacji pokazało, jak różnorodne mogą być objawy. Należy pamiętać o tym, że żadnych z nich nie można lekceważyć i jeśli się pojawią to konieczny jest kontakt ze specjalistą. Eksperci zalecają aby w tym roku w szczególności zaszczepić się na grypę ponieważ jesienią może dojść do kumulacji zachorowań na grypę oraz COVID-19, co w znacznym stopniu może utrudnić funkcjonowanie ochrony zdrowia.
Strona:1
Liczba głównych odpowiedzi na stronie:  
Dodaj odpowiedź
Aby dodać odpowiedź musisz się zalogować
Toast