Dodano1 rok temu

Zmarłe na COVID-19 pielęgniarki zostaną odznaczone przez Naczelną Radę Pielęgniarek i Położnych

4
odpowiedzi
325
wejść
0
ocena
Odpowiedzi [ 4 ]
30
Dodano 1 rok temu
Nie ma większego poświęcenia niż narażenie swojego zdrowia i życia, aby pomagać innym. Pamiętajmy o bohaterkach, które opiekowały się nami, naszymi bliskimi lub osobami z naszej społeczności. Cieszę się, że uhonorowana zostanie ich ogromna zasługa dla innych. Ich śmierć przynosi ogromny smutek zwłaszcza teraz, gdy sytuacja uległa poprawie. Nikt nie powinien umrzeć przez tą starszną chorobę jednak musimy iść dalej i nie zapominać o poświęceniu pielęgniarek.
20
Dodano 1 rok temu
Koronawirus przeraził cały świat, w tym wielu Polaków, ale najbardziej tych, którzy wykonują zawody wymagające częstego kontaktu z wieloma nieznajomymi ludźmi. Polska lista profesji niebezpiecznych w czasach zarazy różni się od chińskiej czy włoskiej, a to dlatego, że – wyciągając wnioski z dramatycznych doświadczeń Państwa Środka i Italii – rząd dość szybko przeorganizował pracę służb medycznych i sanitarnych, a zarazem administracyjnie zakazał działalności w tych sferach i miejscach, w których ryzyko zakażenia wydawało się na pierwszy rzut oka największe. A najbardziej ryzykowne są – z natury rzeczy – miejsca i wydarzenia związane z obecnością i obsługą tłumów ludzi: placówki kultury - kina, teatry, muzea, biblioteki; obiekty sportowe; imprezy masowe: targi, konferencje itp.; instytucje oświaty (właśnie tak w tzw. normalnych warunkach najczęściej dochodzi do zakażeń np. grypą): czyli żłobki, przedszkola i szkoły. Główny Inspektor Sanitarny wydał przy tym zalecenia dla firm, m.in. by tam, gdzie to możliwe, stosować pracę zdalną – bez wychodzenia z domu. Celem jest utrzymanie w praktycznej kwarantannie przez najbliższe dwa tygodnie – czyli w okresie przewidywanej największej ekspansji koronawirusa – jak największej liczby Polek i Polaków. Rząd wraz z samorządami zdecydował się też na zamknięcie placówek dziennego wsparcia osób starszych, w tym klubów seniora, ponieważ – jak już chyba wszyscy wiedzą – śmiertelność wirusa rośnie gwałtownie wraz z wiekiem zarażonego. To z kolei zminimalizowało ryzyko zarażenia pracowników dezaktywowanych placówek i instytucji. Ogólne zalecenie dla seniorów jest jasne: jeśli nie musicie, nie wychodźcie z domów, a jeśli musicie, to zróbcie wszystko, by ograniczyć kontakty z otoczeniem. Nie tylko z innymi ludźmi, ale też z obiektami i przedmiotami potencjalnie zarażającymi, czyli takimi, z którymi mógł mieć kontakt chory lub nosiciel; chodzi zwłaszcza o przedmioty z tworzyw sztucznych – wirus potrafi przeżyć na ich powierzchni nawet trzy dni; w powietrzu – trzy godziny. Bardzo mocne zalecenie dotyczy też kontaktów seniorów, zwłaszcza po 70-ce (98 proc. zmarłych na koronawirusa we Włoszech miało ponad 68 lat) z osobami młodymi, szczególnie małymi dziećmi, które potrafią roznosić chorobę, choć same nie mają żadnych jej objawów. Rada brzmi: w ogóle się z nimi nie spotykać i nie stykać. o bardzo trudne, bo w momencie zamknięcia szkół i przedszkoli nagły renesans przeżył „zawód” babci i dziadka (zdani na siebie rodzice naprawdę nie mają co zrobić z dziećmi). Jednocześnie jest to jednak „zawód” bardzo wysokiego ryzyka, więc powinniśmy robić wszystko, by nasi seniorzy nie musieli go wykonywać. Nawet jeśli bardzo chcą. W drugiej fazie ekspansji koronawirusa, gdy skokowo zwiększyła się liczba zakażonych i ciężko chorzy zaczęli się zgłaszać do placówek opieki zdrowotnej (lub byli do nich dowożeni), gwałtownie wzrosło ryzyko wykonywania zawodu lekarza, pielęgniarki/pielęgniarza czy sanitariusza/sanitariuszki. Wbrew pozorom, nie dotyczyło ono jednak w pierwszym rzędzie pracowników oddziałów chorób zakaźnych, lecz lekarzy i pielęgniarek z przychodzi i oddziałów ogólnych – bo tam w pierwszym rzędzie trafiali chorzy, a przy tym – nie było odpowiednich procedur i narzędzi zapobiegających zakażeniu. W efekcie pracownicy służby zdrowia stanowili niespełna jedną trzecią wszystkich hospitalizowanych w Wuhan, a wśród nich było aż 77,5 proc. osób zatrudnionych na oddziałach ogólnych, a tylko 5 proc. – na oddziale ratunkowym i intensywnej terapii. Z dalszych analiz wynika, że oprócz pracowników służby zdrowia wśród zakażonych najwięcej było osób zatrudnionych w turystyce i hotelarstwie (przewodnicy, opiekunowie grup, rezydenci, piloci wycieczek, pracownicy recepcji), handlu i usługach (sprzedawcy, kasjerzy, obsługa klienta), organizacji imprez masowych i biznesowych (zmarło m.in. kilku organizatorów spotkań biznesowych oraz uczestników takich spotkań), transporcie (kierowcy, taksówkarze, kurierzy), ochronie mienia i ludzi (stróże, ochroniarze), budownictwie (dotyczyło to bezpośrednich okolic epidemii, a do zarażenia doszło pośrednio, np. poprzez sprzedawcę w sklepie). O dziwo, w owej „chińskiej fazie” rozwoju pandemii nie stwierdzono jakiegoś szczególnego nasilenia infekcji w gastronomii, a więc w popularnych barach, bądź restauracjach. Zjawisko takie wystąpiło natomiast później we Włoszech – jeden nosiciel potrafił zarazić ponad połowę klientów i to nie tylko tych, którzy znajdowali się wraz z nim w lokalu, ale też tych, którzy przyszli później. Stąd bezprecedensowa decyzja władz o zamknięciu lokali. Ten trend dotarł już do Polski. Pracownicy jednej z małopolskich fabryk nie pozwolili opuścić szoferki kierowcom, którzy przyjechali z transportem komponentów z oddziału firmy w północnych Włoszech. Niezbędne dokumenty zostały podane przez przybyszy przez uchyloną szybkę specjalnie zabezpieczonemu pracownikowi polskiego oddziału i poddane fachowej dekontaminacji, czyli odkażeniu z domniemanych zarazków.
10
Dodano 1 rok temu
16 marca media podały informację o pierwszej pielęgniarce zarażonej koronawirusem od pacjenta, a szpitale wciąż apelują o wsparcie Państwa w zakresie wyposażenia – brak podstawowych sprzętów i środków higieny z powodu masowego ich wykupywania naraża lekarzy na zarażenia, co może być katastrofalne w skutkach. Chory musi przecież iść na kwarantannę, a praca służb zdrowia jest tu kluczowa. Społeczność solidaryzuje się z służbą zdrowia i wiele osób czy firm stara pomóc na różne sposoby. W sieci pojawiają się zdjęcia obiadów, maseczek czy pizzy dostarczanych przez restauracje czy osoby prywatne do szpitali w ramach wsparcia pracowników. Wielu naszych rodaków jest przerażonych obecnością koronawirusa w Polsce. Ze strachu gromadzi rozmaite zapasy, w tym również środki do dezynfekcji, maseczki czy leki. Z tego względu w aptekach pojawia się coraz więcej klientów, którzy potencjalnie mogą być nosicielami. Z pewnością po pomoc zgłaszają się również osoby mające już pierwsze objawy, mylące je z przeziębieniem lub grypą. Placówki te odwiedzają też chorzy, którzy nie przeżyli by bez niezbędnych leków, np. na serce. Rząd zachęca wszystkie osoby, które mogą, do pozostania w domach. Wiele osób z powodu koronawirusa pracuje zdalnie, co także sprawiła, że Polacy przestawiają się na kupowanie niezbędnych produktów w Internecie. Ponieważ nie mogą wychodzić do restauracji, zamawiają również jedzenie z dowozem. Nadal pracują także wszelkie urzędy i inne instytucje, które często nadają dokumenty pocztą. Z tych wszystkich względów listonosze, kurierzy oraz dostawcy muszą dalej pracować. Dopóki nie istnieje bezpośrednie niebezpieczeństwo nie mają prawa odmówić pracodawcom wykonywania swoich obowiązków. Codziennie mogą odwiedzić nawet kilkadziesiąt osób, co zwiększa ryzyko zarażenia. Coraz częściej oferuje się jednak tzw. dostawę bezkontaktową (zostawienie przesyłki pod drzwiami), a pracownicy noszą rękawiczki. Na takie rozwiązanie szybko zdecydowało się np. Pyszne.pl, platforma do zamawiania dań na dowóz. Niestety najnowsze badania wykazują, że koronawirus może przetrwać na powierzchni przedmiotów nawet do 12 h! Oznacza to, że takie środki ostrożności nadal mogą być niewystarczajće w obliczu zakażenia. Transport jest jednym z tych sektorów, który nie może przestać pracować, gdy nie chce się dopuścić do upadku gospodarki. Szczególnie kierowcy komunikacji publicznej, taksówek i Ubera są narażeni na bezpośredni kontakt z dużą liczbą ludzi. Dostawcy produktów często muszą też nadal wyjeżdżać za granicę. Wszystko to sprawia, że są potencjalnie bardziej zagrożeni. Koronawirus w Polsce jest ogromnym problemem. Najlepszym rozwiązaniem jest próba rozłożenia zachorowań w czasie, tak by odciążyć służbę zdrowia. Każdy kto może, powinien zostać w domu. W ten sposób zadba o osoby, które mimo wszystko muszą pracować. Jeśli zaś reprezentujesz któryś z wymienionych zawodów – zachowaj wszelkie środki ostrożności i uważnie monitoruj swój stan zdrowia!
00
Dodano 1 rok temu
Miejsce pracy lekarza czy pielęgniarek oraz innych pracowników ochrony zdrowia aktualnie naraża go na zarażenie poprzez kontakt z niezdiagnozowanym nosicielem wirusa COVID-19. Niezbędnie są więc środki w postaci kombinezonów, maseczek hepa czy materiałów dezynfekcyjnych. Mając do nich nieograniczony dostęp, lekarz jest w stanie skutecznie bronić się przed zakażeniem. Szkoda, że taka sytuacja nie ma miejsca, a nawet po kilku miesiącach trwania epidemii nadal brakuje podstawowych środków ochrony osobistej. Pracownicy służby zdrowia boją się, że ze szpitala przyniosą do domu koronawirusa, a wśród ich domowników mogą być np. seniorzy, osoby z obniżoną odpornością, przewlekle chore. Trzeba zorganizować dla nich bezpieczne miejsca do kwarantanny, z których mogliby korzystać - aby nie zarażali swoich bliskich. Należy też prawidłowo zorganizować system prania i dezynfekcji odzieży ochronnej i sprzętu. Szpitale nie dają rady wywiązać się z tego obowiązku. Lekarze i pracownicy służby zdrowia muszą mieć możliwość bezpiecznie odizolować się od swoich bliskich, żeby ich nie zarazić. Boją się oni, że ze szpitala przyniosą do domu koronawirusa, a wśród ich domowników mogą być np. seniorzy. Wielu medyków nie dysponuje możliwością odbycia kwarantanny w warunkach, w których nie narażaliby na zakażenie swoich bliskich. Kolejny problem to pranie kombinezonów i odzieży ochronnej. W normalnych warunkach powinny być za to odpowiedzialne szpitale (zgodnie z kodeksem pracy). W związku z przeciążeniem spowodowanym epidemią system prania i odkażania przez szpitale w wielu miejscach nie działa. RPO zwrócił się do Dyrektorki Departamentu Zdrowia Publicznego i Rodziny Ministerstwa Zdrowia o zapewnienie pracownikom służby zdrowia lokum zastępczego, czyli stworzenie przestrzeni do odpoczynku lub kwarantanny, w której nie musieliby jednocześnie martwić się o zdrowie swoich domowników. Zaapelował również w imieniu medyków o pomoc we właściwej organizacji prania i dezynfekcji elementów odzieży ochronnej. a jak wygląda sytuacja prywatna lekarzy? Przedszkole: nie chcemy dziecka lekarza. Sąsiedzi: wyprowadźcie się, roznosicie zarazę. Sklep: nie obsługujemy pielęgniarek. Ich mężów też. Po brawach z balkonów przyszły: strach, hejt i dyskryminacja. Błagam, reagujmy! Jeśli choć jedna osoba się przeciwstawi, to ofiara hejtu wie, że nie jest sama.
Strona:1
Liczba głównych odpowiedzi na stronie:  
Dodaj odpowiedź
Aby dodać odpowiedź musisz się zalogować
Toast